Siema, mam na imię Frajda. I od razu wyjaśnijmy jedną rzecz: to ja wybieram moment. Na początku zachowuję się dokładnie jak moja siostra Bajda, czyli obserwuję, kalkuluję, sprawdzam, czy człowiek nie podchodzi zbyt blisko.
Zaufanie? Oczywiście, że tak. Ale na raty. Przełom nastąpił, gdy w domu tymczasowym pojawiły się kocięta. Mruczały. Głośno. Bezwstydnie. I chyba trochę im pozazdrościłam, bo pomyślałam: halo, ja też chcę być głaskana, ale na moich warunkach. I tak to się zaczęło.
Bo u mnie jest prosto: to ja przychodzę, to ja miauczę (żeby było jasne, że to zaproszenie), to ja się kładę przy człowieku. Ale kiedy już przyjdę… to uwaga. Totalny ze mnie pieszczoch! Przewracam się na plecy, wystawiam brzuch, mruczę jak silnik na wolnych obrotach i czekam, aż ktoś zrozumie, że właśnie trafił na najlepszy moment dnia.
Pazurki? Można obcinać, proszę bardzo. Zachowanie? Grzeczne, kulturalne, bez awantur. Charakter? Taka „do zdobycia”. Chodzę swoimi ścieżkami, ale jak już wybiorę człowieka, to daje mu mnóstwo ciepła, radości i darmowego mruczenia.
Szukam domu z Bajdą, moją siostrą.