Cześć, mam na imię Randy. Jestem kotem bardzo proludzkim. Naprawdę bardzo. Właściwie to… ciągle włażę na człowieka. Na kolana, na klatkę piersiową, na ręce. Jeśli siedzisz albo leżysz, uznaję to za zaproszenie. Czasem bywam namolny, ale robię to z miłości.
Na co dzień jestem raczej spokojny. Teraz najchętniej śpię na kaloryferze, bo ciepło to moje drugie imię. Lubię ciszę, rutynę i poczucie bezpieczeństwa. No i jedzenie. Kradnę jedzenie, jeśli uznam, że ktoś nie pilnuje wystarczająco dobrze. Ostrzegam uczciwie!
Innych zwierząt raczej nie lubię. Wolę mieć człowieka na wyłączność. Ale jeśli w domu byłby spokojny, nienarzucający się zwierzak, to pewnie dałbym radę, pod warunkiem, że nikt nie będzie mi wchodził w drogę, gdy idę spać albo jeść.
Moja historia nie zaczęła się dobrze. Zostałem porzucony w lecznicy. Moi właściciele chcieli mnie uśpić, bo spodziewali się dziecka. Byłem po prostu… niewygodny. Zostałem uratowany przez techniczkę weterynarii i wolontariuszki z ProFelis. To dzięki nim nadal tu jestem. Dzięki nim mogę spać na kaloryferze, domagać się głaskania i kraść jedzenie z talerzy. Teraz szukam kogoś, kto uzna, że kot, który za bardzo kocha, to nie problem tylko zaleta. Bardzo potrzebuję miłości i swojego człowieka. To co, pokochasz mnie?